Wystawa pt. „Konfestaberie”
Tadeusza Topolskiego
Dom Zemełki
Konin, Plac Wolności 16
Wernisaż: 17.10.2025 godz. 17:30
Wystawa czynna do 17.11.02025
Autor: Tadeusz Topolski (AFRP, P IAAP)
Tytuł: „Konfestaberie”
Miejsce: Dom Zemełki
Konin, Plac Wolności 16
Wernisaż: 17.10.2025 godz. 17:30
Wystawa czynna do 17.11.02025
WSPINACZKA
Twórczość Tadeusza Topolskiego wpisuje się długim i mocnym łańcuchem, podpiętym pod tatrzańskie skały, w historię konińskiej kultury. Stąd trafia do odbiorców w całym kraju, a także niekiedy do obcokrajowców – uczestników międzynarodowych artystycznych spotkań.
Każde ogniwo tego łańcucha, odmienne od poprzedniego, z niego się wywodzi
i bezkolizyjnie włącza się w całość.
* * *
Zaczęło się od pamiętnego wernisażu w latach osiemdziesiątych ub. wieku, w bardzo aktywnym wówczas Klubie „Hutnik”.
Na scenie i widowni mroki i czernie, rozświetlone przez świece, towarzyszą ekspozycji znakomitych czarno-białych fotogramów. Autor wprowadził uczestników wieczoru w stan refleksji nad istotą ludzkiego życia, dotykając spraw ostatecznych.
Do uzyskania tak mocnego przekazu posłużyły mu nader proste środki, w tym ówczesne techniki fotograficzne. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie siła jego talentu.
Myliłby się jednak ktoś, kto by się spodziewał po kolejnych wieczorach powtórzenia tych emocji. Pokrewne klimaty towarzyszyły nowym wystawom jeszcze długo, ale takie same – nigdy.
Oglądaliśmy więc serię portretów cmentarzy, potem obiektów sakralnych, oraz osób konsekrowanych. Czernie na zdjęciach wciąż obecne, już nie działały tak radykalnie. Napięcie stopniowo przenosi się ze spraw odwiecznych na sceny z życia – przez dłuższy czas z kręgu sacrum.
Startujący wówczas Tadeusz Topolski jest dzisiaj zapraszany do słynnych galerii w całym kraju, na międzynarodowe sympozja i wystawy, gdzie bywa wyróżniany najwyższymi nagrodami. Został członkiem prestiżowych ogólnopolskich związków fotografików oraz artystów plastyków. Niełatwo tam się dostać: po ostrych selekcjach komisje odrzucają licznych pretendentów. A jego przyjęto.
Od lat jestem zaskakiwana nie tylko odradzającą się w nowych formach twórczością artysty, ale jego niezwykłym rozwojem. Na naszych oczach wspina się pionowo w górę po stopniach sztuki człowiek z pozoru najzwyklejszy. Nic z charakterystycznego dla niejednego z twórców rozchwiania emocjonalnego, śladu głośnych, gwałtownych poszukiwań, wybuchów gniewu czy euforii, załamań i kryzysów. On, oczywiście, wszystko to ma, z tego czerpie, ale kto wie o tym, skoro jest widywany w Koninie w przeciętnych sytuacjach, kiedy kwituje każdy dzień niezmiennie pogodną, uśmiechniętą twarzą. Trudno także zauważyć inaczej niż po owocach jego żelazną dyscyplinę w wypełnianiu treścią danego mu czasu. Oglądamy kolejne wystawy i niczemu się nie dziwimy, przyzwyczajeni iż pojawiają się systematycznie. A przecież każda z nich powstała z mocnej fascynacji nowym tematem i wymagała intensywnej pracy, aby temu sprostać. Tym niemniej kontakt Tadeusza Topolskiego z odbiorcami jest równie harmonijny, jak rozwój jego twórczości.
Wernisaże wypełniają tłumy fanów. Biorą w nich również udział przedstawiciele konińskich władz, które od lat wspierają działania artysty.
I chociaż na mapie Polski stale przybywa miejsc, gdzie autor z Konina jest świetnie odbierany, to rodzinne miasto wciąż jest dla niego i jego wystaw stałym gruntem.
* * *
Wróćmy do etapów twórczości, czyli „łańcucha”.
Po okresie czerni pojawia się kolor. Najpierw nostalgicznie, w delikatnych, malarskich tonach, na murszejących cegłach ówczesnej Starówki, tuż przed renowacją. Po czym następuje inwazja gwałtownej czerwieni, w scenach podpatrzonych w teatrze tańca. Jest też mocna czerwień w obrazach wschodów i zachodów słońca, jak wiadomo odwiecznie odtwarzanych, które u tego autora nie mają nic z banału, za to wiele z piękna. Okazuje się znienacka, że mistrz czarno-białych efektów, fotografik, jest … urodzonym malarzem.
Kończy się okres bezpośredniego czerpania z rzeczywistości, Tadeusz Topolski udaje się z aparatem w Tatry. Są tu jego ulubione trasy, po których porusza się od lat. Tym razem jednak nie chodzi o wypoczynek, i nie o portretowanie piękna gór.
Artysta zabiega o wychwycenie tej dzikiej siły, jaką okazuje huragan – halny. Walczy o nową ekspresję nie tylko dla swojej fotografii, ale grafiki, a może mrocznego epizodu w malarstwie.
Przy użyciu dotychczasowych narzędzi – obrazu huraganu nie uzyska…
Wykonuje więc wiele zdjęć, które można by porównać do brudnopisów w notatniku. Łączy je, dzieli, poddaje niesłychanie intensywnej mechanicznej obróbce. Po uciążliwych próbach – udaje się. Wyabstrahowane kadry przekazują potęgę halnego i ogólnie Tatr.
Jest to dla jego twórczości – przełom artystyczny i warsztatowy. Odtąd nie odtwarza,
ale wyraża, i nie sam, ale ze swoim współpracownikiem – komputerem.
* * *
Przetworzone w mieszkaniu, za własnym biurkiem, fotografie lasu, odsłaniają dziwne, bajkowe byty ludzkie i zwierzęce. Kiedy indziej pokażą się struktury fantastycznych budowli i „leśne witraże”. To wszystko na tle niezwykłych, barwnych form, wziętych trochę z natury, trochę z wyobraźni. Chmury na zdjęciach, poddane artyście i jego narzędziom, otwierają malarskie piękno. Obrazom tym blisko do abstrakcji. Po drodze do niej pojawiają się inne wyzwania. Czasem trzeba udowodnić, jak subtelnym jest się pejzażystą – na przykład – fotografując otoczenie słynnej willi Kuncewiczów, w której mieści się galeria. Zaproszony do współpracy, Tadeusz Topolski zilustrował zdjęciami to miejsce z jego aurą. Przysporzyło mu to zwolenników w mieście malarzy – Kazimierzu nad Wisłą.
Lata doświadczeń z pracą nad pejzażem zsumowały się w abstrakcje. Taka jest najnowsza wystawa.
Obrazy, będące projekcją stanów wewnętrznych artysty, wnoszą formą i kolorem jego osobisty przekaz. Jeśli szafir spotyka się z czerwienią, to można odczytać, że autor tak to odczuł w chwili tworzenia. Dzieli się swoim doznaniem bezpośrednio i swobodnie, jak nie uniosłaby tego w życiu zwykła ludzka szczerość.
* * *
I, jak na wstępie po bardzo sugestywnym wieczorze, wydawało się niemożliwe, aby Tadeusz Topolski tworzył inaczej, niż w totalnych czerniach, tak obecnie abstrakcja wydaje się jego sumą, która dalej nie prowadzi. I znowu jest to wrażenie mylne. Artysta zapytany, czy przy tym pozostanie, czy też jest to etap, wyjaśnia, że etap.
A on właśnie pracuje nad czymś całkiem innym.
Anna Dragan
